inspiracje

Formacje wulkaniczne na Islandii

Islandia to młoda geologicznie wyspa, w dodatku leżąca na styku płyt tektonicznych, co sprawia, że stale notuje się na niej wysoką aktywność wulkaniczną. Na wyspie powstałej w wyniku działalności wulkanicznej Islandzkiej Plamy Gorąca i Grzbietu Śródatlantyckiego do dziś jest kilkadziesiąt aktywnych systemów wulkanów oraz niezliczone polawowe formacje skalne.Grozę wulkanów pozwala poznać Hekla – najwyższy czynny wulkan Islandii, mierzący 1491 m n.p.m. Ostatnio wybuchł w 2000 r. Niezwykłą formacją związaną z położeniem Islandii jest fragment ryftu atlantyckiego (czyli rowu tektonicznego) zwany Silfra, leżący na obrzeżach jeziora Thingvallavatn. Jest to zalana wodą szczelina, w której można nurkować. Woda jest tu tak czysta, że na przykład w mierzącej 100 m długości podwodnej szczelinie zwanej Katedrą z jednego jej końca widać drugi. Innym przykładem historycznej aktywności wulkanów na wyspie są rozległe pola polawowe w okolicach jeziora Mývatn. Kolejnym jeziorem jest najgłębsze na wyspie Öskjuvatn, którego dno sięga 220 m pod powierzchnią. Tuż obok można zobaczyć leżące w kraterze wulkanu jezioro Viti o niezwykłej barwie wody. W górach Kerlingarfjöll w centralnej Islandii nie brak dowodów ciągłej aktywności geotermalnej w postaci gorących źródeł, zaś na obrzeżach Reykjavíku można zobaczyć liczące ponad 5 tys. lat pseudokratery Rauðhólar – nazwa tego obszaru chronionego po islandzku oznacza „czerwone góry”, co świetnie oddaje niezwykłą barwę tutejszego terenu.


Festiwal Śniegu i Lodu

Harbin to pięciomilionowe miasto w północno-wschodnich Chinach, stolica prowincji Heilongjiang. Zimą staje się widownią największego święta lodowych figur na świecie i odwiedza je wówczas nawet 18 mln turystów. Festiwal oficjalnie zaczyna się na początku stycznia i trwa do końca lutego, ale lodowe konstrukcje – ogromne figury oraz całe budowle – powstają już w grudniu. Tworzone są z brył lodu z zamarzniętej rzeki Sungari. W 2019 r. zużyto 230 tys. m3 lodu i śniegu, z których powstało ponad sto obiektów. Konstruktorzy chętnie korzystają też z wody dejonizowanej (czyli pozbawionej większości dodatkowych pierwiastków), by ich rzeźby były przezroczyste niczym kryształ. Powstają budowle w różnych stylach architektonicznych, lodowe figury przedstawiające ludzi, zwierzęta, postaci mityczne i bajkowe, a także lodowe zjeżdżalnie oraz lodowiska. Wieczorami konstrukcje są efektownie podświetlane, odbywają się projekcje, całe świetlno-lodowe przedstawienia. Podczas festiwalu organizowany jest też konkurs rzeźbiarski, w którym biorą udział przedstawiciele 12 krajów. To właśnie tu stanęła największa lodowa budowla świata, wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa, która miała 250 m długości, 8,5 m wysokości i zawierała 13 tys. m3 śniegu.


Portugalskie konserwy rybne

Portugalskie konserwy rybne nie tylko smakują wybornie, lecz także zjawiskowo wyglądają. Kolorowe, ułożone w równych rzędach na sklepowych półkach puszki przyciągają wzrok jak magnes. Portugalczycy spożywają najwięcej owoców morza spośród wszystkich Europejczyków. Ze względu na bliskość Oceanu Atlantyckiego mają dostęp do świeżych ryb. Smakują one wybornie nie tylko w grillowanej czy smażonej postaci, lecz także jako zawartość puszki, do której trafiają w towarzystwie wysokiej klasy oliwy. Mieszkańcy Portugalii tak bardzo cenią sobie ryby w puszkach, że stworzyli nawet poświęcone im sklepy. Kolorowe, zaprojektowane w stylu retro puszki rybne kupują tu nie tylko smakosze. Stanowią one także oryginalną pamiątkę z Portugalii dla wielu turystów. Do puszek najczęściej trafiają sardynki (sardinhas). Pięknie zapakowane, zgrabne, małe pudełko zawiera cztery równiutko ułożone rybki. Jednym z najbardziej znanych lizbońskich sklepów z konserwami rybnymi jest Conserveira de Lisboa. Zlokalizowana w sercu dzielnicy Baixa, przy Rua dos Bacalhoeiros manufaktura prowadzi swoją działalność od 1930 r. Wystrój sklepu przypomina tradycyjny, rodzinny sklepik z lat 30. XX w. Na ścianach znajdują się malowidła dawnych puszek. Główne marki to: Tricana, Minor i Prata do Mare. Poza sardynkami w puszkach znajdują się także filety z tuńczyka, dorsza, makreli, anchois, małże czy kawałki ośmiornicy. Dużym powodzeniem cieszą się pasty rybne w sosie pomidorowym.

Dolina Elqui

Amatorzy oglądania gwiazd wiedzą, jak trudno znaleźć miejsca z czystym nocnym niebem, na którym bez przeszkód można podziwiać teatr konstelacji. Jedno z nich to chilijska Dolina Elqui. Chile jest krajem znanym z dobrych warunków do prowadzenia obserwacji astronomicznych, na co wpływ ma położenie na dużej wysokości nad poziomem morza i związane z tym niska wilgotność oraz małe zanieczyszczenie świetlne. W takich regionach jak Andy znajdują się słynne obserwatoria Paranal i ALMA, czy pustynia Atakama z obserwatorium La Silla. I właśnie w pobliżu tego ostatniego ciągnie się przepiękna Dolina Elqui, słynąca nie tylko z uprawy winorośli, urokliwych miasteczek oraz jako miejsce urodzenia literackiej noblistki, poetki Gabrieli Mistral, lecz także z możliwości podziwiania – jak mówią miejscowi – najczystszego nieba na świecie.
W okolicy zbudowano kilka obserwatoriów prowadzących działalność naukową, jak Observatorio Interamericano Cerro Tololo, lub popularyzujących astronomię – np. Observatorio Cerro Mamalluca, Observatorio Collowara, Observatorio del Pangue. Teleskopy są w nich udostępniane turystom, dzięki czemu można „z bliska” przyjrzeć się Drodze Mlecznej, planetom Układu Słonecznego i spróbować policzyć gwiazdy na niebie.

Kapsztad

Południowoafrykańskie miasto leży w naturalnej niecce u stóp Góry Stołowej, na północ od Przylądka Dobrej Nadziei, tradycyjnie uważanego za punkt zwrotny w podróży morskiej z Europy do Indii. Jako pierwszy Europejczyk dotarł w to miejsce Bartolomeu Dias, który nazwał je Przylądkiem Sztormów, ze względu na burzową pogodę otaczających wód. Dopiero później przylądek zyskał swoją optymistyczną nazwę. Osiedle założył tu Jan van Riebeeck z Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej jako przystanek dla statków handlowych na trasie do Indii. Krótko po tym, w drugiej połowie XVII w., powstał Zamek Dobrej Nadziei – dziś najstarszy budynek w mieście. Dziś Kapsztad ma 3,7 mln mieszkańców i jest drugim największym miastem w kraju po Johannesburgu, a także stolicą legislacyjną RPA (pozostałe dwie stolice mieszczą się w Pretorii, gdzie urzęduje prezydent, i Bloemfontein, gdzie siedzibę ma Sąd Najwyższy). To także jedno z największych w Afryce centrów biznesowych oraz ważny port morski i lotniczy. Na wznoszącą się nad miastem Górę Stołową można wjechać kolejką linową. Kapsztad słynie też z winnic, szczególnie zlokalizowanych w zabytkowej dzielnicy Constantia, wspaniałej przyrody chronionej w ramach Parku Narodowego Góry Stołowej, a także kolonii pingwinów w niedalekim Simonstad.


Street art w Melbourne

Artyści uliczni nie do poznania zmienili dawną dzielnicę odzieżową. Stworzyli aleję pełną kolorowych, pełnych życia murali. Hosier Lane i połączoną z nią Rutledge Lane wypełniają malunki: anonimowe postacie, stworzenia z filmu Potwory i spółka obok indyjskiego boga Ganesy, portrety australijskiego koszykarza Bena Simmonsa czy globalnie rozpoznawalnych polityków. Tło zmienia się co kilka metrów. Z wyrafinowanych portretów przechodzi w obrazkowe żarty, komentarze na temat bieżących wydarzeń na świecie czy po prostu dzieła wyobraźni artystów. Kilkadziesiąt lat temu w tej okolicy było znacznie mniej barwnie. Za oglądanymi ścianami z graffiti mieściły się magazyny odzieżowe, a w jednym z budynków pracował producent organów. W morzu murali niektóre pozostają niezauważone. Inne zyskały już renomę i stały się symbolami Hosier Lane, choć dawno zniknęły albo wkrótce znikną pod nowymi obrazami. Przykładem tego jest portret latynoskiej dziewczyny w czapce z daszkiem. Nad uliczną galerią góruje przejmujące dzieło artysty Adnate. Na tylnej ścianie McDonald House, posługując się przede wszystkim odcieniami czerwieni, namalował 23-metrowy portret aborygeńskiego chłopca wpatrzonego w Birrarung Marr, rzekę mgieł. Birrarung to w języku aborygeńskim nazwa rzeki Yarry, a słowo marr odnosi się do mgły osiadającej nad wodą.


Park Narodowy Bandhavgarh

Największym skarbem rezerwatu jest populacja tygrysów bengalskich. Podobno o ile w innych parkach spotkamy tygrysa, jeśli mamy szczęście, tu trzeba mieć pecha, żeby go nie zobaczyć. W środkowoindyjskim parku w stanie Madhya Pradesh żyje około 60 tygrysów (w całych Indiach ich populacja szacowana jest na blisko 3 tys. osobników). Od 1993 r. istnieje tu ich rezerwat i prowadzone są działania mające na celu ochronę tego gatunku. Ten wielki kotowaty drapieżnik (długość ciała do 3 m, waga do 300 kg) znajduje się na szczycie łańcucha pokarmowego. Żyje i poluje samotnie, czając się na ofiarę w ukryciu, po czym rzuca się do jej gardła. Ma najdłuższe w swojej rodzinie, 10-centymetrowe kły. Zwykle ma żółtą lub jasnopomarańczową sierść z ciemnobrązowymi bądź czarnymi pręgami. W Indiach występują też rzadkie białe tygrysy – jednego z nich złowiono w Bandhavgarh w latach 50. XX w. Ale Park Narodowy Bandhavgarh to nie tylko tygrysy. Tutejsza bioróżnorodność jest godna podziwu, obejmuje bowiem około 40 gatunków ssaków i przynajmniej 250 gatunków ptaków. Żyją tu między innymi lamparty, karakale, wilki perskie, a także liczne jeleniowate, w tym mundżaki i sambary, małpy oraz słonie indyjskie.


Czekolada

Dziś na świecie zjada się ponad 7 mln t czekolady rocznie, połowę całej produkcji sprzedaje się w Europie, a 70% kakao pochodzi z Afryki. Historia tego smakołyku zaczęła się jednak w zupełnie innym zakątku świata. Najstarsze dowody uprawy kakaowca i spożywania jego spreparowanych ziaren pochodzą z zabytków z epoki Olmeków (około 1500 r. p.n.e.) z terenów dzisiejszego Meksyku. Od Olmeków umiejętność tę przejęli Majowie, a po nich Aztekowie. Dawne ludy Mezoameryki spożywały kakao w formie napoju, do którego dodawano kukurydzę, miód, pieprz lub chili dla smaku. Ziarna kakaowca były bardzo cenione, stanowiły walutę, a przygotowywany z nich płyn znajdował zastosowanie w rytuałach religijnych. Wierzono także w lecznicze właściwości płynnej czekolady, dlatego podawano ją w przypadku bólu brzucha czy gorączki. Aztekowie wierzyli, że kakao było darem od boga Quetzalcoatla. To także z ich języka, za pośrednictwem hiszpańskiego, pochodzi nazwa słodkiego smakołyku – xocolātl w języku nahuatl oznaczało właśnie gorzki napój z ziaren kakaowca. Europa poznała czekoladę na początku XVI w. – na dwór hiszpański przywiózł ten specjał Hernán Cortés, którego miał poczęstować nim Montezuma, władca Azteków. Hiszpańscy arystokraci szybko polubili ten egzotyczny produkt i zaczęli dodawać do niego cukru, wanilii czy cynamonu. W połowie XVII stulecia w Paryżu ruszyła pierwsza fabryka czekolady, w 1830 r. Brytyjczycy stworzyli pierwszą czekoladową tabliczkę, a mleczna czekolada z orzechami – szwajcarski pomysł – pojawiła się na rynku w połowie XIX w.